Kilka miesięcy – Tyle czasu potrzebował Jarosław Rabenda, pełniący obowiązki dyrektora Teatru Powszechnego, aby instytucja przeszła prawdziwą transformację. Zmiany objęły nie tylko sam budynek, ale, co chyba najważniejsze, teatr poczynił wielkie kroki w sposobach komunikacji i relacjach z widzami.
Od momentu, gdy stery jako p.o. dyrektora objął Jarosław Rabenda, Teatr Powszechny im. Jana Kochanowskiego nabrał wiatru w żagle. Zmiany nie przyszły nagle. To wynik wieloletnich spostrzeżeń aktora- dyrektora, które teraz w szybkim tempie udaje mu się wprowadzać w życie.
Jednak przemiany nie zaczęły się od myślenia o premierach i artystycznych ambicjach. Najpierw – jak przyznaje sam dyrektor – trzeba było uporządkować fundamenty.
„Na początku musieliśmy się zająć organizacją przede wszystkim, stworzyć od nowa promocję, ustabilizować finanse. Dopiero potem mogliśmy się zająć produkcją teatralną.”
Z tej decyzji wynika cała reszta.
Teatr wychodzi do widza
Większość relacji w XXI wieku zaczyna się w telefonie. Tu również zaczęła się transformacja teatru, który przestał czekać, aż widz przyjdzie pod gablotę z afiszem. Jarosław Rabenda powołał zespół młodych ludzi – dotychczas wolontariuszy teatru, korzy szybko ożywili przestrzeń mediów społecznościowych instytucji, odświeżyli komunikację z widzami .
Stworzony został także spacer wirtualny po teatrze. Nie jest to zwykła ciekawostka. To narzędzie, które pozwala widzowi usiąść w wybranym rzędzie jeszcze przed zakupem biletu i sprawdzić, co zobaczy ze swojego miejsca.
„Nie ma co się obrażać, że młodzi siedzą w telefonach. Oni z nich nie wyjdą – trzeba do nich tam dotrzeć.”
To zdanie dobrze oddaje kierunek zmian: teatr nie rezygnuje z tradycji, ale zmienia sposób docierania do odbiorcy.
Równolegle zaczęły się zmiany w przestrzeni budynku
Ten, piękny, ale przez lata mało funkcjonalny gmach został dostosowany do realnych potrzeb widzów. Symbol przemian stanowi niewątpliwie winda. Dla niektórych to tylko detal, który nie ma większego znaczenia. Jednak dla części publiczności, warunek uczestnictwa w przedstawieniach teatralnych.
„Wcześniej woziliśmy osoby z niepełnosprawnościami windą towarową. To uwłaczało ich godności. Teraz jest już zupełnie inaczej.”
Pojawiła się również kawiarnia, ze zmienionym wystrojem. Teatr znów zaczął być miejscem, w którym można po prostu pobyć – nie tylko obejrzeć spektakl i wyjść.
Od „nie da się” do „sprawdźmy”
Dotychczas ciasna i nierentowna scena Fraszka, została przeniesiona do większej, wyższej przestrzeni malarni. Tym samym przestała być ograniczeniem, a zaczęła być możliwościami. Nowa przestrzeń oznacza nie tylko komfort i bezpieczeństwo, ale też większe produkcje, większe obsady i – co nie bez znaczenia – większą liczbę widzów.
To właśnie przy tej zmianie najmocniej wybrzmiewa sposób myślenia Jarosława Rabendy:
„Jak słyszę, że czegoś nie można, to mnie to mobilizuje. Zrobię wszystko, żeby sprawdzić, czy na pewno się nie da.”
Zmiany nie zatrzymały się na murach i technologii. Do teatru wróciło życie, które kiedyś było jego integralną częścią.
Pojawiły się spotkania z widzami, rozmowy po spektaklach, odbył się już także pierwszy benefis. Powstaje Scena Inicjatyw Aktorskich – miejsce dla tych, którzy chcą tworzyć, nawet jeśli akurat nie są w obsadzie dużej produkcji.
To teatr, który nie tylko gra, ale też rozmawia.
Repertuar: powrót i rozpęd
Dopiero na tym fundamencie zaczęły pojawiać się zmiany repertuarowe. Najpierw powroty, jak „Zbrodnia i kara”, czy przygotowywana właśnie, po siedmioletniej przerwie, „Ania z Zielonego Wzgórza”. To tytuły, które publiczność już zna i chce oglądać ponownie.
Potem nowe premiery. Za nami „Dom Lalki” „Prezent urodzinowy” i „Next EX”. W przygotowaniu kolejne tytuły: „Natan”, musical „Dziś wieczorem Lola Blau”, „Dzieci z Bullerbyn”, a także autorskie projekty aktorów.
I pozytywny odzew ze strony widzów. Widownia nie tylko zapełnia się podczas spektakli, odpowiada szybko – i konkretnie, zgłaszając zapotrzebowanie na więcej.
„Ogłosiliśmy dodatkowe spektakle i następnego dnia nie było już ani jednego biletu.”
To zdanie nie jest tylko statystyką. Jest sygnałem, że zmiany zaczęły działać.
Dziś trudno wskazać jedną najważniejszą zmianę. To raczej suma decyzji: od logo z „krzesełkiem”, przez LED-owy ekran na froncie, po nowe sceny i nowe spektakle.
Ale wspólny mianownik jest wyraźny – teatr ma być miejscem dostępnym, żywym i obecnym w codzienności mieszkańców.
























